niedziela, 21 lipca 2019

Oriflame - Love Nature - Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem do suchych włosów


Ostatnio lubię stosować kosmetyki, które używałam jakiś czas temu. W przypadku tego olejku używałam kiedyś jego starszej wersji. Z ciekawości postanowiłam sprawdzić co się zmieniło w tym kosmetyku po kilku latach.
Olejek zamknięty był w niewielkiej tubce z odrywaną końcówką. Gdyby olejek nie został zużyty za jednym razem, oderwaną końcówką możemy zamknąć otworek i pozostawić olejek (najlepiej w pozycji pionowej) na kolejny raz. Przy moich gęstych włosach jedna tubka starczyła na jednokrotne użycie. Zapach olejku pszenicno - kokosowy, zbliżony do naturalnie występujących aromatów.
Przed użyciem olejku, należy zanurzyć go w gorącej wodzie na ok. 1 minutę. Kiedyś rzeczywiście tak robiłam, i niemal skończyło się poparzeniem. Mądrzejsza o to doświadczenie, zanurzam tubkę w ciepłej wodzie na kilka minut. Dlatego, że mój olejek nie był rozgrzebywany w gorącej wodzie, był nieco gęsty i kleisty, przez co jego aplikacja była nieco trudniejsza. Oczywiście olejek o wyższej temperaturze jest rzadszy i łatwiej się go rozprowadza. 
Przed nałożeniem olejku, na włosy nałożyłam dodatkowo żel aloesowy od Sylveco i pozostawiłam na ok. 30 minut. Po tym czasie umyłam włosy i nałożyłam maskę. Efekt? Włosy były bardzo mocno obciążone i sklejone. Wizualnie nie było to właściwie widoczne, ale przy dotykaniu włosów czułam to za każdym razem. Innym razem nałożyłam sam olejek, zmyłam szamponem bez nakładania maski. Po takiej kuracji włosy zachowywały się tak jakbym je zwyczajnie umyła i nałożyła odżywkę.
Tak naprawdę nie wiem, co mam myśleć o tym olejku, bo raz spisał mi się aż za dobrze, innym razem przeciętnie. A może nie znalazłam jeszcze na niego sposobu... 

Skład: 
Aqua, Butylene Glycol, Oleth-20, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Polyquaternium-7, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Sodium Benzoate, Citric Acid, Cocos Nucifera Oil, Hydrolyzed Wheat Protein, Sodium Citrate, Methylparaben, Coumarin, Propylparaben 

Ocena produktu: 
OK 

Pojemność: 
15 ml 

Cena: 
2,99

piątek, 19 lipca 2019

Ziaja - Maska kojąca z glinką różową do skóry wrażliwej


Odkąd zaczęłam większą uwagę zwracać na składy kosmetyków, coraz rzadziej sięgam po produkty Ziai (kiedyś stosowałam prawie tylko Ziaję). Ale od czasu do czasu, lubię sobie wspomnieć stare czasy i sięgnąć po jakiś produkt. Maseczką z glinką różową jest w ofercie Ziaji już od wielu lat i chyba nic w niej się nie zmieniło, nawet przez lata wciąż ta sama szata graficzna...
Maseczka zamknięta jest w saszetce o pojemności 7 ml, czyli w sam raz na raz. Konsystencja kremowa, gładko rozprowadza się po skórze. Przy trzymaniu jej na skórze tyle ile zaleca producent, nie zasycha, łatwo się zmywa. Zapach maseczki nie kojarzył mi się z niczym konkretnym, taki miły, kremowy.
Po zastosowaniu maseczki skóra była ukojona i wyciszona, bez podrażnień. Aż przyjemnie się jej dotykało, bo była wręcz aksamitna. Pory zostały zwężone przez co stały się mniej widoczne. Co prawda efekt po zastosowaniu maseczki był krótkotrwały, bo utrzymywał się ok. 24 h to i tak było warto. O dziwo, ta wersja maseczki bardzo przypadła mi do gustu.

Skład:
Aqua (Water), Canola Oil, Cetearyl Ethylhexanoate, Kaolin, Octyldodecanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetyl Alcohol, Glycerin, Hydrogenated Coco-Glycerides, Panthenol, Dimethicone, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Titanium Dioxide, Allantoin, Methylparaben, Diazolidinyl Urea, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Linalool

Ocena produktu:
Fajna!

Pojemność:
7 ml

Cena:
1,79

środa, 17 lipca 2019

Sylveco - Lekki krem rokitnikowy


Po raz kolejny już wspomnę, że bardzo lubię markę Sylveco i jej kosmetyki. Często też na moim blogu pojawiają się recenzje tych kosmetyków i chyba nie spocznę póki nie przetestuję wszystkich. 
Lekki krem rokitnikowy od Sylveco poznałam dzięki próbkom, załączonym do box'a, którego prezentowałam jeszcze w grudniu. 
Krem zamknięty był w opakowaniu typu airless, a co za tym idzie użytkowanie kremu było bardzo higieniczne.
Konsystencja kremu dość rzadka, trochę gęstszy niż mleczko do demakijażu. Bardzo spodobał mi się kolor kremu - beżowo-żółty. Delikatnie maskował zaczerwienienia na twarzy (oczywiście nie był to mega mocny efekt) i dobrze współgrał z podkładem. Po mimo lekkiej formuły, dobrze nawilżał. Skóra po jego zastosowaniu była miła w dotyku, gładka, rozświetlona i po prostu dobrze wyglądała. Nie pojawiły się żadne podrażnienia czy zaczerwienienia, nie powodował też zapychania skóry. Najlepiej było nakładać cienką warstwę, bo nie zawsze dokładnie się wchłaniał i czasami powstawała taka nie wchłonięta smuga kremu. Czytając inne opinie na jego temat, wiem że inne użytkowniczki skarżyły się na to że lubi brudzić ubrania i pościel. Krem stosowałam głównie na dzień, zdarzało mi się również na noc, ale na szczęście takie "przygody" mi się nie przytrafiły.
Zapach bardzo delikatny, lekko ziołowy, szybko się ulatniał. Sam krem bardzo wydajny, starczył mi na około 3 miesiące codziennego użytkowania.
Podsumowując, lekki krem rokitnikowy to bardzo dobry krem do codziennego stosowania.

Skład:
Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate,Hippophae Rhamnoides Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Stearic Acid,  Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopheryl Acetate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Root Extract

Ocena produktu:
Bardzo dobry

Pojemność:
50 ml

Cena:
34,99

poniedziałek, 15 lipca 2019

Soraya - Foodie - Odżywcza maseczka do twarzy jagodowa

#foodie

Swego czasu na wielu blogach oglądałam kosmetyki #foodie od Sorai. Bardzo wtedy mi się podobały i dlatego postanowiłam kilka z nich przetestować. Niestety skończyło się tak jak zwykle, wylądowały w zapasach kosmetycznych. Ale i na nią przyszedł czas...
Maseczka zamknięta była w dwóch saszetkach po 5 ml, czyli wystarczyła na dwa użycia. Pojemność 5 ml wystarczała na nałożenie cienkiej warstwy kosmetyku na całą twarz. Maseczka miała kremową konsystencję, nie za gęstą. Gładko rozprowadzała się po twarzy a po ok. 10 minutach niemal całkowicie się wchłaniała. Producent zaleca wklepanie nadmiaru maski w twarz, ja jednak zdecydowałam się na zmycie maski wodą. Po mino tego, po zastosowaniu maski skóra była gładka, miła w dotyku, promienia i generalnie ładnie wyglądała. Sama maska nie wywołała u mnie żadnych nieprzyjemnych odczuć typu pieczenie czy jakiekolwiek podrażnienie. Niewątpliwą zaletą tej maseczki był jej piękny jagodowy zapach, który dodatkowo miał działanie relaksujące.
Niestety efekty po zastosowaniu maseczki były bardzo krótkotrwałe, a sam skład maseczki nie mógłby być nieco lepszy.
Po mimo, że maseczka nie jest odkryciem roku i ma kilka niedociągnięć, to oceniam ją bardzo dobrze.

Skład:
Aqua, Glycerin, Propanediol, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Canola Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cetyl Stearate, Crambe Abyssinica Seed Oil, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Mel Extract, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Cetyl Alcohol, Isostearyl Isostearate, Potassium Cetyl Phosphate, Dimethicone, Cetearyl Glucoside, Tetrahydroxypropyl Ethylenediamine, Carbomer, Sodium Stearoyl Glutamate, Polyacrylate Crosspolymer-6, Disodium EDTA, Octadecyl Di-T-Butyl-4-Hydroxyhydrocinnamate, Caprylyl Glycol, Stearic Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Limonene, Linalool, Citral, CI 19140, CI 16255

Ocena produktu:
Bardzo przyjemny

Pojemność:
2 x 5 ml

Cena:
2,99

sobota, 13 lipca 2019

Oillan - Intima Help - Terapeutyczna emulsja do higieny intymnej


Markę Oillan znam już od kilku dobrych lat i sięgam po nią zazwyczaj w razie niespodziewanych problemów skórnych. Tak naprawdę znałam tylko preparaty do mycia  i natłuszczania, ale podczas wizyty w Hebe natrafiłam na emulsję do higieny intymnej.
W przypadku kosmetyków do higieny intymnej, kupuję tylko takie z pompką, bo są najwygodniejsze w użytkowaniu.
Emulsja miała lekko białawy kolor. Konsystencja taka w sam raz, nie za gęsta nie za rzadka, kremowo-żelowa. Dobrze się pieniła i oczyszczała. Chociaż nie mam tendencji do infekcji, to bardzo często zmagam się z suchością skóry w okolicach intymnych. To z kolei prowadzi do częstego uczucia pieczenia. Emulsja świetnie radziła sobie z tą przypadłością. Podczas jej stosowania do rzadkości należało pieczenie czy swędzenie. Skóra była nawilżona i zregenerowana.
Płyn okazał się być bardzo wydajny, dzięki pompce dozowało się go tylko tyle ile było potrzeba. Starczył mi na około trzy miesiące regularnego stosowania.
Od bardzo dawna nie miałam tak dobrego kosmetyku do higieny intymnej. Ten z pewnością należy do moich ulubieńców.

Skład:
Aqua, Lauryl Glucoside, Lauramidopropyl Betaine, Glycerin, Betaine, Lactic Acid, Panthenol, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Allantoin, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, Xylitylglucoside, Xylitol, Ascorbyl Palmitate, Anhydroxylitol, Glycol Distearate, Steareth–4, Lecithin, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid

Ocena produktu:
Bardzo dobry

Pojemność:
200 ml

Cena:
15,99

czwartek, 11 lipca 2019

Bielenda - Vanity Soth Touch - Hibiskusowy krem do depilacji 2 w 1


Będąc pewnego razu w Rossmannie postanowiłam zainwestować w krem do depilacji. Wybór był dość duży, ale postanowiłam sięgnąć po Bielendę, bo ostatnio bardzo ją polubiłam.
Krem zamknięty był w miękkiej tubce z niewielkim otworkiem, przez co wydobywanie kremu było nieco utrudnione. Do kremu dołączona była szpatułka, ale była ona dość mała i nieporęczna, dlatego do nakładania, a później ściągania kremu używałam innych narzędzi.
Krem pachniał jak inne kosmetyki tego typu - bardzo chemicznie. Powiedziałabym nawet, że śmierdział!
Na opakowaniu producent informuje, że włosków możemy się już pozbyć w 3 minuty! Oczywiście, po 3 minutach z żadnej partii ciała nie udało mi się usunąć włosków. Aby krem zadziałał, należało go trzymać maksymalny czas, tj. 10 minut. Po tym czasie włoski bez problemu znikały. Krem dobrze poradził sobie z włoskami na rękach, nogach i w okolicach bikini. Zastosowałam go również na wąsik, co oczywiście było ogromnym błędem i skończyło się okropnym podrażnieniem. Oczywiście producent przestrzegał aby tego nie robić, ale jak zwykle nie zastosowałam się.
Skuteczność kremu zależała od partii ciała, na którą został zastosowany. Na rękach efekt utrzymywał się do czterech tygodni, na nogach do trzech tygodni, nieszczęsny wąsik - tydzień.
Krem zużyłam dość szybko, bo wystarczył mi na dwa razy (raz wydepilowałam ręce, nogi, okolice bikini, a drugi tylko ręce). Po jego zastosowaniu, lepiej było unikać ekspozycji na słońce, bo skóra po jego zastosowaniu była podrażniona i mogła piec.
Chociaż krem skutecznie usunął włoski, to raczej nie sięgnę po niego ponownie, gdyż ta forma depilacji jest dla mnie zbyt czasochłonna. Szybciej osiągnę mój cel używając maszynki do golenia.

Skład: 
Aqua, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Thioglycolic Acid, Calcium Hydroxide, Urea, Potassium Hydroxide, Ceteareth-20, Propylene Glycol, Glyceryl Stearates, Titanium Dioxide, Parfum, Linalool, Limonene, Amyl Cinammal, Allantoin, Glycerin, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Disodium Edta, Bht, Sodium Lauryl Sulfate 

Ocena produktu: 
OK 

Pojemność: 
100 ml 

Cena: 
9,49

wtorek, 9 lipca 2019

Farmona - Jantar - Szampon peelingujący


Kupiłam ten szampon jako alternatywa dla peelingu do skóry głowy. Takie 2 w 1 peeling i szampon w jednym.
Szampon zamknięty jest w ciemnym plastikowym opakowaniu. Trochę uciążliwe było jego wydobywanie, bo nakrętkę trzeba było odkręcać. Oczywiście plus za możliwość postawienia butelki do góry dnem.
Szampon był przeźroczysty i miał niemal żelową konsystencję. Dobrze się pienił i oczyszczał włosy. Po jego zastosowaniu, włosy były poplątane i konieczne było użycie odżywki. Pachniał dość ekskluzywnie, zapach kojarzył mi się z bursztynami (choć nie wiem czy bursztyny mają jakiś zapach, zapewne to zasługa grafiki).
Chociaż producent, zaleca zostawienie szamponu na włosach na 3 minuty, to jakoś tego nie doczytałam i stosowałam go zwyczajnie jak każdy inny szampon.  Po spienieniu po prostu zmywałam. Kilka razy, zdarzyło mi się, że szampon dostał mi się do oczu, co powodowało dość mocne pieczenie.
Muszę przyznać, że na moim problematycznym skalpie widziałam widziałam efekty złuszczania. Pod czas jego stosowania, nie pojawiała mi się gruba warstwa łuski we włosach, a podczas czesania włosów wyczesywałam spore ilości martwego naskórka.
Podsumowując, szampon jest jak najbardziej w porządku. Jest z pewnością bardzo ciekawym produktem, ale swojego ideału do mojego problematycznego skalpu wciąż szukam. 

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Urea, Polysorbate 20, Propylene Glycol, Amber Extract, Papain, Glycerin, Hydrolyzed Ceratonia  Siliqua Seed Extract, Zea Mays Starch, Polyquaternium-7, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Lactic Acid, Glycolic Acid, Citric Acid, Malic Acid, Salicylic Acid, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sodium Chloride, Sodium Carbomer, Carbomer, Benzoic Acid, Chlorphenesin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Disodium EDTA, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional

Ocena produktu:
OK

Pojemność:
330 ml

Cena:
9,99